Tomasz Nieśpiał 21-05-2008, ostatnia aktualizacja 21-05-2008 07:06
Opanowana przez PSL spółka zbożowa Elewarr chce współpracować z kontrowersyjną firmą J&S w zakresie skupu, przechowywania i dosuszania rzepaku

źródło: FORUM/PULS BIZNESU
O planach współpracyz J&S prezes Elewarru Andrzej Śmietanko poinformował dyrektorów 11 oddziałów swojej spółki na naradzie
Alarm wszczął były prezes Elewarru Daniel Korona. 6 maja wysłał list do premiera Donalda Tuska. Odpowiedzi nie dostał, bo premier przez ostatni tydzień przebywał w Ameryce Południowej. „Rz” dotarła do tego dokumentu.
Korona domaga się odwołania władz spółki w związku z nieprawidłowościami opisywanymi w mediach (chodzi o publikacje „Rz” na temat zależnych od Elewarru Zamojskich Zakładów Zbożowych). Jego zdaniem rząd powinien wyłączyć Elewarr spod nadzoru Agencji Rynku Rolnego i przekazać go Ministerstwu Skarbu. Prezes Korona ujawnia też, że władze Elewarru planują współpracę z „cieszącą się złą sławą medialną spółką J&S”.
W 2002 r. J&S podpisała kontrakt z PKN Orlen na dostawę rosyjskiej ropy. Wkrótce potem UOP zatrzymał prezesa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego. Sprawę badała komisja śledcza. Z kolei w styczniu 2008 r. „Rz” ujawniła, że wicepremier Waldemar Pawlak (PSL) anulował rekordowo wysoką karę (prawie pół miliarda złotych) nałożoną na J&S za brak koniecznych rezerw paliwowych. Po publikacji „Rz” Pawlak tłumaczył, że anulował ją z przyczyn formalnych. W kwietniu karę nałożono ponownie.
„Rz” ustaliła, że w J&S pracują byli wieloletni działacze PSL, którzy trafili tam, gdy spółka podjęła decyzję o wejściu na rynek rzepaku, oleju rzepakowego i biopaliw. – Współpraca z tą firmą oznaczać będzie utratę marki, a w połączeniu z upolitycznieniem Elewarru przez PSL doprowadzi do upadku tej spółki – mówi „Rz” Korona.
„Rz” ustaliła, że Elewarr od kilku miesięcy zabiega o podpisanie umowy na skup i przechowywanie rzepaku od J&S. W marcu w Warszawie odbyła się narada władz Elewarru z dyrektorami 11 oddziałów spółki zbożowej w całym kraju. Wtedy o planach związanych z J&S poinformował prezes Elewarru Andrzej Śmietanko (były poseł, wpływowy działacz PSL).
– Usłyszeliśmy, że w grę wchodzi szeroki zakres współpracy z J&S: skup, przechowywanie, dosuszanie rzepaku. J&S nie ma bazy magazynowej ani kontaktów z producentami, dlatego Elewarr miałby stać się jej zapleczem magazynowym – mówi „Rz” jeden z uczestników narady. Według dyrektorów Elewarr miałby składować w swoich magazynach kilkadziesiąt tysięcy ton rzepaku zakontraktowanego przez J&S. – Wartość takich umów sięgałaby dziesiątków milionów euro – mówią.
Prezes Śmietanko był we wtorek nieuchwytny, przebywał w delegacji. Podobnie wiceprezes Jerzy Głuchowski. Drugi wiceprezes zgodził się rozmawiać z „Rz”, zastrzegł jednak, by nie podawać jego nazwiska, a jedynie pełnioną funkcję. – Firma J&S mogła być brana pod uwagę do ewentualnej współpracy, tak samo jak każdy inny podmiot rynku rzepaku, który jest w stanie spełnić zaproponowane przez Elewarr warunki. Z tego, co wiem, odbyło się spotkanie z przedstawicielem J&S, ale na razie nie podjęliśmy współpracy. Nie otrzymaliśmy żadnej pisemnej oferty tej firmy. Trudno mi powiedzieć, dlaczego – mówi wiceprezes Elewarru.
Tamara Surman z biura prasowego J&S: – Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy dojdzie do współpracy, choć nie ukrywamy, że ze względu na posiadaną infrastrukturę magazynową, Elewarr byłby bardzo pożądanym partnerem.Wiceprezes Elewarru nie wyklucza, że do współpracy z J&S może dojść: – Jesteśmy gotowi do współpracy z każdym, kto zapłaci odpowiednią sumę za składowanie rzepaku.
Co pisaliśmy w „Rz” o posadach dla członków PSL
∑ 22 kwietnia, „PSL bierze spółki”: „W marcu zgromadzenie wspólników zamojskiej spółki (tworzy je zarząd Elewarru) przeprowadziło konkurs na kandydatów do rady nadzorczej ZZZ. W wyniku konkursu zaakceptowano: Lucjana Orgasińskiego i Mariusza Sucheckiego. Pierwszy jest jednym z czołowych działaczy PSL na Lubelszczyźnie, radnym powiatowym. Suchecki to jeden z najbliższych współpracowników i doradca wicemarszałka Sejmu Jarosława Kalinowskiego”.
∑ 23 kwietnia, „Tusk: zbadamy sprawę”: „Kandydatami na członków rady nadzorczej Zamojskich Zakładów Zbożowych są ludzie PSL – ujawniła „Rz”. Po publikacji głos zabrał Donald Tusk. – Każdy sygnał dotyczący kumoterstwa będziemy badać – zapowiedział”.
∑ 25 kwietnia, „Praca w zbożu dla Kalinowskiego”: „Od 1 kwietnia głównym specjalistą ds. rozwoju Zamojskich Zakładów Zbożowych jest Adam Kalinowski, brat Jarosława. Wcześniej tego stanowiska nie było.
– Zostało stworzone na wyraźne polecenie wpływowych działaczy PSL z Warszawy – mówi nasz informator. (...) Kalinowski zarabia ok. 10 tys. zł”.
∑ 26 – 27 kwietnia, „Kalinowski: nie załatwiałem pracy bratu”: „Jarosław Kalinowski, wicemarszałek Sejmu: Wiedziałem o konkursie i że brat ma ochotę w nim wystartować. (...) Ale to nie oznacza, że kogoś prosiłem czy naciskałem, by brat dostał posadę”.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorat.niespial@rp.pl
Źródło : Rzeczpospolita
Eliza Olczyk, Marek Domagalski 21-05-2008, ostatnia aktualizacja 21-05-2008 07:04
W Sejmie mnożą się niemal identyczne projekty ustaw: rządowe i produkowane w komisji Janusza Palikota

źródło: Fotorzepa
Eliza Olczyk, Marek Domagalski
Komisja Janusza Palikota „Przyjazne państwo” produkuje taśmowo ustawy, które mają ograniczyć biurokrację. Rzecz w tym, że takie same rozwiązania przygotowuje rząd PO – PSL.
Palikot skierował do laski marszałkowskiej nowelę ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, dzięki której ma być więcej terenów pod budownictwo.
Tymczasem Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad swoim projektem, który w wielu punktach pokrywa się z poselskim. „Rzeczpospolita” opisała ten projekt 18 kwietnia.
Podobnie jest z obszerną nowelizacją ustawy o VAT, która zakłada między innymi zniesienie 30-procentowej sankcji karnej i kaucji dla nowych przedsiębiorców.
W Sejmie leży już poselski projekt w tej sprawie, a nad własnym pracują: komisja Palikota i Ministerstwo Finansów.
– Podobna sytuacja jest z nowelizacją ustawy o swobodzie gospodarczej – wylicza Marek Wikiński z SLD, członek komisji „Przyjazne państwo”.
Zdaniem posła Sojuszu większość tych projektów się dubluje, bo zostały przygotowane przez pozarządowe organizacje branżowe, takie jak BCC, Polska Izba Gospodarcza czy Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, które podrzucają te same propozycje i Palikotowi, i ministrom. – Palikot od początku miał taki pomysł, że będzie się zajmował tymi samymi zagadnieniami co ministerstwa Gospodarki lub Infrastruktury i kto pierwszy opracuje projekt ustawy, ten lepszy – mówi Marek Wikiński. – Ale to jest lekceważenie partnerów społecznych, bo naprawdę ważne decyzje zapadają bez konsultacji w Komisji Trójstronnej.
Jednak Palikota broni Paweł Poncyljusz z PiS. Uważa, że gdyby rząd pracował sprawnie, organizacje branżowe nie musiałyby zabiegać o rozpatrzenie ich pomysłów w komisji „Przyjazne państwo”.
– Palikot mobilizuje ministrów do pracy – tłumaczy Poncyljusz, który również zasiada w komisji „Przyjazne państwo”. – U nas projekty opracowywane są błyskawicznie, a wiem z doświadczenia, że ministerstwo potrzebuje na to zwykle minimum pół roku.
Ale konstytucjonalista Piotr Winczorek uważa, że to szalony pomysł, by politycy z tych samych ugrupowań przygotowywali projekty ustaw w tej samej dziedzinie.
– Jeśli komisja posła Palikota ma jakieś projekty, to powinna zgłaszać je rządowi, aby ten nadawał im bieg, a nie samodzielnie wnosić je do Sejmu – mówi Winczorek. – Rząd musi się przecież do nich odnieść, nawet jeśli nie różnią się zasadniczo od jego własnych. Nie powinno być tak, że dowiaduje się o nich z gazet – to niepoważne.
Wiceprzewodniczący Klubu PO Waldy Dzikowski, który koordynuje prace legislacyjne posłów Platformy, twierdzi jednak, że twórczość komisji Janusza Palikota jest pod ścisłą kontrolą. – Owszem, dochodziło do dublowania projektów ministerstw i komisji „Przyjazne państwo” – przyznaje Waldy Dzikowski. – Ale to się zmieniło. Od miesiąca co środę spotykam się z posłem Palikotem i wspólnie omawiamy jego pomysły, a później wysyłamy je do właściwych ministerstw po opinię.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorów
e.olczyk@rp.pl m.domagalski@rp.pl
Minister broni Donalda Tuska:
środa 21 maja 2008 10:19
zobacz galerię Podróż Tuska: Ważna wizyta okraszona gadżetami fot. Polska Agencja Prasowa / Radek Pietruszka 
Echa wyjazdu premiera do Ameryki Południowej wciąż nie milkną. I to w samej PO, której politycy nie mogą zdecydować się na jedną wersję wydarzeń. "To była ważna wizyta" - mówi szef kancelarii premiera Tomasz Arabski. I przekonuje, że Tusk zwiedzał Machu Picchu służbowo. "To była podróż, która była okraszona gadżetami, a nie merytorycznym tematem" - twierdzi z kolei wicepremier Grzegorz Schetyna.
Tomasz Arabski twierdzi, że była to bardzo ważna wizyta, a premier nie był na urlopie tylko caly czas pracował. "To były uczciwie i rzetelnie wydane pieniądze. Jeśli bierzemy pod uwagę rangę tej wizyty i jej koszty, obawiam się, że naprawdę państwa oceny są mocno przesadzone" - powiedział Arabski w RMF FM. Odniósł się w ten sposób do krytyki, m.in. ze strony PiS, że premier wybrał się w "podróż życia" za publiczne pieniądze.
"Myślę, że gdyby premier miał podejmować decyzję jeszcze raz, to pojechałby tylko na szczyt Unia Europejska - Ameryka Łacińska, a wizyty w Peru i Chile przełożyłby na inny czas" - stwierdził z kolei w Radiu ZET wicepremier Grzegorz Schetyna. Na stwierdzenie, że wyszła z tego "komiksowa podróż" Schetyna odpowiedział: "Tak została opakowana i nie mogliśmy tego odmienić, bo i odległość duża i było jak było. Wszyscy to widzieliśmy. To była podróż okraszona gadżetami, a nie merytorycznym tematem".
Tymczasem szef kancelarii premiera przekonuje, że Donald Tusk nie musiał brać urlopu, bo podróż do Chile i Peru nie była prywatną wizytą. Z kolei - jak tłumaczył - tradycją w Ameryce Łacińskiej podczas oficjalnych wizyt jest zapraszanie szefów rządów z małżonkami.
"Premier był cały czas w pracy. Choćby to Machu Picchu to nie była nasza fanaberia, tylko radość Peruwiańczyków z tego, że mogą pokazać takie miejsce. Oni nas tam serdecznie zapraszali, tak samo jak szefa Komisji Europejskiej czy innych premierów, czy prezydentów. Część z nich skorzystała z tego wyjazdu, część pojechała gdzie indziej" - powiedział Arabski.
A dlaczego Tusk podczas szczytu przywódców i szefów rządów państw UE oraz Ameryki Łacińskiej w Limie został posadzony obok oskarżanego o wspieranie terroryzmu prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza? Według Arabskiego to wynikało z protokołu. Podkreślił, że nie można tego nazwać "wpadką". Jego zdaniem Chavez był zaproszony na szczyt, aby bliżej poznał polityków UE.