Niepoprawni

sobota, 16 maja 2009

***

poniedziałek, 22 września 2008

po zawieszeniu - przenosiny

nowe materiały w ramach cyklu "Czekając na cud" pojawiać się będą na portalu niepoprawni.pl
Dziękuję wszystkim, którzy wsparli ideę tej strony publikując do niej linki. Dziękuję również Foxxowi i Frankowi, którzy okazyjnie wspierali mnie w prowadzeniu tej strony. Niestety nadmiar innych obowiązków nie pozwolił mi prowadzić jej w wymarzonym kształcie, nie znalazłem też stałych współpracowników, bez których działanie okazało się praktycznie niemożliwe.
Pozdrawiam.

Visit the Widget Gallery

czwartek, 10 lipca 2008

Czekając na cud, wydanie 90

Dziś: Dziennik - Scenariusz Beaty Sawickiej się sprawdza; Dziennik - Instrukcje rządowe dla posłów

Scenariusz Beaty Sawickiej się sprawdza

Poseł PO chce "kręcić lody" na prywatyzacji szpitali?

Poseł PO chciał zarobić na prywatyzacji szpitali

Norbert Wojnarowski, jeden z posłów PO, którzy zgłosili projekt ustawy o prywatyzacji szpitali, sam jest udziałowcem firmy, handlującej szpitalnymi długami - donosi "Newsweek". Czyżby Beata Sawicka, była posłanka PO oskarżona o korupcję, miała rację, mówiąc, że już wkrótce będzie można "kręcić lody na prywatyzacji szpitali?".

czytaj dalej...
REKLAMA

Na skierowanym do marszałka Sejmu projekcie ustawy o Zakładach Opieki Zdrowotnej można znaleźć podpis pochodzącego z Lubina posła PO Norberta Wojnarowskiego - informuje "Newsweek". Teoretycznie nie ma w tym nic dziwnego, bo na dokumencie złożyło autografy także kilkudziesięciu innych posłów tej partii. Jednak sytuacja Wojnarowskiego jest szczególna - ma on bowiem 48 proc. udziałów w rodzinnej spółce zajmującej się skupem wierzytelności szpitali. A ustawa o ZOZ tego typu firmom pomoże - czytamy na internetowej stronie tygodnika.

Rodzina Wojnarowskich - przypomina "Newsweek" - jest mocno zaangażowana w politykę. Głowa rodu, Marek Wojnarowski, pełni funkcję przewodniczącego klubu radnych Platformy Obywatelskiej w radzie powiatu lubińskiego. Jego pasierb Norbert przed zdobyciem mandatu poselskiego (notabene w tym samym okręgu wyborczym, co oskarżona o korupcję była parlamentarzystka PO Beata Sawicka) także był samorządowcem.

Familię poza zamiłowaniem do polityki łączy jeszcze jedno: biznes. Wojnarowski senior jest prezesem spółki Progres, która zajmuje się m.in. handlem wierzytelnościami szpitali. Młody poseł wspólnie z żoną ma w firmie 48 proc. udziałów.

Ale na tym związki polityczno-biznesowe się nie kończą. Dyrektorem działu umów w Progresie jest członkini rady powiatu Barbara Schmidt (PO). Jej mąż jest dyrektorem miejscowego szpitala.

"Nie prowadzę działalności gospodarczej od czasu, kiedy zostałem samorządowcem. Zresztą Progres nie skupuje długów od szpitali. Nabywamy wierzytelności od hurtowni czy firm farmaceutycznych" - przekonuje Norbert Wojnarowski w rozmowie z serwisem newsweek.pl.

Na stronie firmy można jednak znaleźć taką informację: "Większość Samodzielnych Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej ma olbrzymie trudności w utrzymaniu płynności finansowej. W ciągu ostatnich kilku lat powstały zobowiązania, których szpitale nie są w stanie spłacić z bieżących wpływów z NFZ. Zdając sobie sprawę z problemów, z jakimi borykają się Państwo jako zarządzający służbą zdrowia, proponujemy konwersję zadłużenia na krótkoterminową pożyczkę do wysokości 3-miesięcznych dochodów placówki".

"Wydaje się, że ustawa o ZOZ będzie korzystna dla firm windykacyjnych" - mówi "Newsweekowi" Justyna Wojteczek, zastępca redaktora naczelnego pisma skierowanego do dyrektorów szpitali "Menedżer Zdrowia". Konkretnie chodzi o to, że nowe prawo otworzy możliwość przejmowania szpitali przez prywatne firmy.

"Wciąż nie znamy zasad, według jakich rząd chce doprowadzić do przekształcania szpitali w spółki prawa handlowego. Ale można przyjąć, że jeśli jakaś firma będzie miała wykupiony duży portfel długów danego szpitala, w sytuacji, kiedy placówka zgodnie z ustawą będzie komercjalizowana, wspomniana firma może zyskać pakiet kontrolny w powstającym nowym podmiocie" - wyjaśnia były minister zdrowia Marek Balicki (SdPl). A to oznacza, że taka spółka może np. szybko doprowadzić do zamknięcia szpitala i na atrakcyjnych gruntach wybudować np. hotel. Tak, jak przewidziała w swoim scenariuszu Beata Sawicka.

"To wszystko jest bardzo nieetyczne, wręcz skandaliczne powiązanie biznesowo-towarzyskie" - mówi Julia Pitera. Kiedy dowiaduje się, że tak postępują jej partyjni koledzy, długo nie może w to uwierzyć. "Zabiję" - syczy krótko szef klubu parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski, kiedy dowiaduje się od nas o biznesowych działaniach Norberta Wojnarowskiego.

Zbigniew Chlebowski, po rozmowie z serwisem newsweek.pl, wezwał Norberta Wojnarowskiego na dywanik. "Ustaliliśmy, że do końca tygodnia ma pozbyć się posiadanych udziałów w firmie Progres" - powiedział "Newsweekowi" po rozmowie z młodym posłem. Działalność polityczna i gospodarcza pozostałych osób związanych z Progresem nie jest dla niego problemem. "Nie ma w tej sprawie żadnego naruszenia prawa" - uważa Chlebowski


Przeczytaj fragmenty rządowych instrukcji

"Koniec mętnej wody i zły czas dla hien"

Przeczytaj fragmenty rządowych instrukcji

Lech Kaczyński to agitator PiS, który przynosi Polsce wstyd i upokorzenie, pod jego rządami w Warszawie pielęgnowany był układ korupcyjny. Za to Donald Tusk jest cierpliwy i spokojny, a odkąd objął władzę, Polska rozwija się jak nigdy dotąd - tak mają mówić dziennikarzom posłowie Platformy. Działacze PO codziennie dostają z rządu pisemne instrukcje, jak komentować wydarzenia.

DZIENNIK dotarł do 20 propagandowych opracowań przygotowanych dla ludzi PO (jak i po co powstają te dokumenty, przeczytaj tu: >>> Platforma robi propagandę za pieniądze rządu). Oto niektóre z nich.

4 kwietnia

Ratyfikacja traktatu (lizbońskiego - przyp. red.) w parlamencie nie byłaby możliwa bez spokoju, cierpliwości i dobrej woli premiera D. Tuska. Zaangażowanie premiera zostało docenione przez media, obserwatorów i komentatorów w kraju i za granicą.

PiS pęka, czego dowodem jest odejście kolejnego posła, tym razem L. Karasiewicza.

Przekazy - 2 kwietniaGalerię

Przekazy - 2 kwietniaGalerię

Przekazy - 2 kwietniaGalerię

Przekazy - 16 maja

Przekazy dnia - 21 maja

Przekazy - 21 maja

Przekazy - 21 maja



21 maja

To normalne, że premier na oficjalne zaproszenie władz Peru i Chile zwiedzał oba kraje. Podobnie jak władze Polski zapraszają szefów państw na Wawel, podobnie premier Tusk został zaproszony na Machu Picchu. Premier D. Tusk witany był z wielkimi honorami, a prasa wymieniała go jako najważniejszego gościa szczytu.

26 maja

Wskaźniki mówią same za siebie – jeszcze nigdy Polska nie rozwijała się tak szybko. W ciągu pół roku rząd pracował nad sprawami zaniedbanymi przez poprzedników, w szczególności przez rząd J. Kaczyńskiego.

30 maja

Rząd uważnie przygląda się sytuacji na rynku paliw.

3 czerwca

Niepokoi nas zapowiedź prezydenckiego weta (w sprawie nowej ustawy o prokuraturze - przyp. red.). Prezydent nie widział jeszcze projektu ustawy, a już się z nią nie zgadza. Widać odpowiada mu sytuacja, w której prokuratura jest wykorzystywana w brudnej walce politycznej.

Rząd uważnie przygląda się sytuacji na rynku paliw.

4 czerwca

Raport (Pitery o wykorzystywaniu kart kredytowych - przyp. red.) ukazuje styl władzy, jaki umiłowali politycy PiS – pławienie się w bizantyjskim luksusie.

Rząd uważnie przygląda się sytuacji na rynku paliw.

6 czerwca

Swoimi niesprawiedliwymi osądami (na temat Wałęsy - przyp. red.) L. Kaczyński po raz kolejny udowodnił, że jest prezydentem jednej partii.

Takie zachowanie nie przystoi człowiekowi, który posługuje się tytułem profesora prawa. Prezydentura L. Kaczyńskiego nie przynosi Polsce żadnych korzyści, lecz tylko wstyd i upokorzenie.

Rząd uważnie przygląda się sytuacji na rynku paliw.

6 czerwca

Wzrosło zatrudnienie w przedsiębiorstwach o 5,8 proc., a bezrobocie pod koniec roku spadnie poniżej poziomu 10 proc.!

Rząd uważnie przygląda się sytuacji na rynku paliw.

9 czerwca

Kaczyńscy nie mieli żadnych wątpliwości, w czasie gdy pracowali w Kancelarii Prezydenta L. Wałęsy. Dlaczego wtedy nie wypowiadali się na temat przeszłości L. Wałęsy?

Rząd uważnie przygląda się sytuacji na rynku paliw.

10 czerwca

Zgodnie z zapowiedzią premiera głodne dzieci nie będą już musiały udowadniać, że zasługują na darmowy posiłek.

Rząd uważnie przygląda się sytuacji na rynku paliw.

11 czerwca

Eksperci są zgodni. Budżet na 2009 r. przygotowany przez ministra J. Rostowskiego to będzie wizytówka rządu D. Tuska.

Rząd uważnie przygląda się sytuacji na rynku paliw.

12 czerwca

Będzie więcej pieniędzy (na służbę zdrowia - przyp. red.), ale już ani grosza dla przeróżnych hien, które na nieszczelnym systemie się tuczyły. I nie przestraszą nas żadne konferencje PiS. Nadchodzi koniec mętnej wody i zły czas dla hien.

Rząd uważnie przygląda się sytuacji na rynku paliw.

Przekazy dnia - 12 czerwca

Przekazy dnia - 12 czerwca

Przekazy dnia - 12 czerwca

Przekazy dnia - 12 czerwca

Przekazy dnia - 12 czerwca


18 czerwca

Prezydent zachowuje się jak agitator PiS! L. Kaczyński po raz kolejny odwiedził Podkarpacie tuż przed wyborami uzupełniającymi do Senatu. Wizyta prezydenta to kolejne zadanie, które powierzył L. Kaczyńskiemu jego brat.

Spacery w otoczeniu wianuszka partyjnych dygnitarzy czy grill na działce kandydata PiS to medialny show, który godzi w urząd prezydenta RP.

Rząd i PO dla Podkarpacia. W ciągu zaledwie kilku miesięcy zdobyliśmy pieniądze dla szpitali w Brzozowie i Rzeszowie na zakup akceleratorów, na obwodnicę Krosna, obwodnicę Przemyśla, na inwestycje przeciwpowodziowe.

Przekazy dnia - 13 czerwca

Przekazy - 13 czerwca

Przekazy - 13 czerwcaGalerię

Przekazy - 16 czerwca

Przekazy - 16 czerwca

Przekazy dnia - 17 czerwca

Przekazy dnia - 17 czerwca

Przekazy dnia - 17 czerwca

Przekazy dnia - 18 czerwca

Przekazy dnia - 18 czerwca

Przekazy - 18 czerwca


niedziela, 8 czerwca 2008

Autostrady? Nie da rady!

"Wprost" zapowiada na jutro materiał o tym, dlaczego nie mamy już szans na autostrady na Euro 2012.

Dlaczego nie zdążymy z autostradami na Euro 2012?

2008-06-08 18:20
Nie mamy prawie żadnych szans na to, aby do 2012 r. wybudować choćby połowę z deklarowanych wcześniej autostrad, a pewnie i dróg ekspresowych. Coraz większe problemy będą również z gruntownymi remontami istniejących arterii, bo niedostatecznie wykorzystujemy pieniądze z Unii Europejskiej. Powodem drogowej zapaści są błędy, które popełniały kolejne polskie rządy.
Kardynalnym uchybieniem jest zepsucie napisanej w pierwszej połowie lat 90. na wzór hiszpański (i przy udziale hiszpańskich ekspertów) ustawy o budowie i eksploatacji płatnych autostrad. W efekcie, od 1997 r. nie wydano żadnej nowej koncesji. Z powodu zmiany sposobu rozliczania z koncesjonariuszami opłat za przejazd z winietami w 2008 r. Funduszowi Drogowemu (który zbiera pieniądze za winiety i akcyzę paliwową na budowę dróg) zabraknie pieniędzy.

Dotychczas zbudowaliśmy tylko nieco ponad 600 km autostrad – jedną dziesiątą tego co Hiszpanie. Oni kilkanaście lat temu chcieli nas nauczyć, jak się buduje autostrady i wyciąga z unii na to pieniądze. Nie skorzystaliśmy z ich rad.

Czy istnieją jeszcze szanse na uratowanie choćby części planów z początku lat 90.? Niewielkie, bo nawet przywrócenie ustawie autostradowej jej wersji kanonicznej nie zlikwiduje następstw chaotycznej polityki komunikacyjnej, prowadzonej przez ponad dziesięć lat.

Więcej o polskiej zbrodni autostradowej w poniedziałkowym wydaniu „Wprost"

sobota, 7 czerwca 2008

Czekając na cud, wydanie 88

Wielki sukces polskiej dyplomacji (Rzeczpospolita); Kolejne problemy sejmowej komisji śledczej (Rzeczposploita); Julii Pitery życie w ascezie (onet.pl, link z bloga Danza)

Przez słowa szefa MSZ mogą zginąć Polacy

Wojciech Lorenz 07-06-2008, ostatnia aktualizacja 07-06-2008 08:09

Radosław Sikorski zadarł ze słynnym afgańskim watażką. I to w momencie, gdy rząd w Kabulu próbuje nakłonić Hekmatiara do złożenia broni

źródło: AFP
źródło: Rzeczpospolita

– Wasz minister zrobił poważny błąd. Polskim żołnierzom grozi teraz większe niebezpieczeństwo – ostrzega w rozmowie z „Rzeczpospolitą” były mudżahedin Abid Zareef Khan, który w latach 80. walczył z Rosjanami w Afganistanie.

Tak skomentował słowa Radosława Sikorskiego, który stwierdził w środę w Afganistanie, że „trzeba dopaść” winnych śmierci jego przyjaciela, kamerzysty Andy’ego Skrzypkowiaka. Radosław Sikorski powiedział wprost, że za morderstwo z 1987 roku obwinia ludzi związanych z byłym premierem Gulbuddinem Hekmatiarem.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. W czwartek ugrupowanie Hekmatiara, Hezb-e-Islami, które walczy z obcymi wojskami w Afganistanie, zapowiedziało, że nasili ataki na polskich żołnierzy.

– To oznacza, że już atakuje, tylko mu się nie udaje. Oby tak było dalej – komentował szef polskiej dyplomacji. – Jesteśmy tu po to, żeby pomagać demokratycznie wybranym władzom Afganistanu w stabilizacji kraju i po to, żeby pojmać tych, którzy są na liście terrorystów. Jest na niej 180 nazwisk, a wśród nich pan Hekmatiar – stwierdził Sikorski.

W Afganistanie od dawna mówi się jednak o próbach podjęcia negocjacji ze słynnym watażką. Amerykański ambasador w Kabulu stwierdził w tym tygodniu, że Waszyngton popiera próby porozumienia rządu z „każdym, kto nie odpowiada za największe zbrodnie”. William Wood nie chciał jednak powiedzieć, czy władze będą negocjować z Hekmatiarem.

– Hekmatiar był i jest jednym z najsilniejszych i najlepiej zorganizowanych przywódców. Bez niego nie uda się zaprowadzić pokoju w Afganistanie – tłumaczy Zareef Khan. Były mudżahedin ostro krytykuje wypowiedź polskiego ministra. – To bardzo poważny błąd. Rzucił wyzwanie nie terrorystom, tylko Pasztunom, którzy nigdy w swojej historii nie pogodzili się z obecnością obcych wojsk w swoim kraju. Ani Aleksandra Wielkiego, ani brytyjskich czy rosyjskich. Teraz niepotrzebnie mogą zginąć kolejni polscy żołnierze, ponieważ minister zapragnął prywatnej zemsty – przekonuje Khan.

Wicepremier Grzegorz Schetyna zapowiedział, że po powrocie ministra Sikorskiego do Polski rząd oczekuje wyjaśnień. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski przekonuje jednak, że bezpieczeństwo polskich żołnierzy w Afganistanie nie ucierpi. – Gdyby od słów polityków zależały losy wojny, to już byśmy mieli ten konflikt załatwiony. Nasi żołnierze są tam w ramach akcji militarnej – uznał Komorowski. MON nie chciało komentować słów polskiego ministra.

Opinia: Mohammed Riaz Khan szef klubu dziennikarzy w pakistańskim Peszawarze

Jeśli polskiemu ministrowi leży na sercu dobro Afganistanu, to powinien się powstrzymać od wypowiedzi nawołujących do ścigania winnych śmierci jego przyjaciela. W czasie ostatnich wojen w Afganistanie zginęły 2 miliony ludzi. Niemal każda rodzina kogoś straciła. Ale wielu mieszkańców chce o tym zapomnieć, bo wolą pokój od zemsty i nieustan- nej spirali przemocy.

Jak mają zareagować na słowa polskiego ministra? Pamiętajmy, że w afgańskim rządzie jest już wielu byłych lokalnych watażków, którzy często mają na sumieniu życie nie tylko rosyjskich okupantów, ale także wielu cywilów i przeciwników politycznych.

Abdul Raszid Dostum, który początkowo walczył po stronie sowieckich wojsk, jest na przykład szefem Sztabu Generalnego. Takich osób jest mnóstwo. Dopuszczenie ich do władzy uznano za konieczność, ponieważ trwające od siedmiu lat działania militarne nie przynoszą efektów. Pokoju nie uda się zaprowadzić, jeśli nie zdobędzie się poparcia Pasztunów, których reprezentują m.in. Hekmatiar i jego partia Hezb-e-Islami. Pasztuni przez setki lat odpierali wszelkie najazdy na swój kraj. Oni po prostu nie chcą u siebie obcych wojsk. Nieprzypadkowo wypuszczono właśnie z więzienia pasierba Hekmatiara, który jest ważną figurą w jego partii. Rozmawiałem z nim, gdy po wyjściu na wolność przyleciał do Peszawaru. Zapewniał, że nie popełnił zbrodni, o które go oskarżano. Nie wiem, czy mówi prawdę, ale wiem, że bez rozmów z przywódcami tej jednej z najpopularniejszych pasztuńskich partii w kraju nie zapanuje spokój.

Sam jestem dziennikarzem i śmierć kolegi pana Sikorskiego nie jest mi obojętna. Mieszkam w regionie, gdzie mogę się obawiać też o swoje bezpieczeństwo. Gdyby szef polskiej dyplomacji był mężem stanu, za jakiego zapewne chce uchodzić, powiedziałby, że śmierć jego przyjaciela to ofiara, która nie pójdzie na marne, jeśli w Afganistanie zapanuje wreszcie pokój. Jestem przekonany, że w Polsce były ofiary śmiertelne w czasie komunizmu. Chciałbym się dowiedzieć, co wasz minister robi, aby postawić sprawców przed sądem. Albo dlaczego nie apeluje o ściganie byłych watażków, którzy są w afgańskim rządzie. Przecież nawet prezydent Karzaj nie ma czystych rąk.

Polska zamierza zwiększyć swój kontyngent w Afganistanie z 1200 do 1600 żołnierzy. Jesienią nasi żołnierze mają przejąć kontrolę nad prowincją Ghazni.
Źródło : Rzeczpospolita

Posłowie PiS: Ta komisja to farsa

amk 06-06-2008, ostatnia aktualizacja 07-06-2008 04:21

Posłowie PiS Jacek Kurski i Arkadiusz Mularczyk demonstracyjnie opuścili obrady sejmowej komisji ds. nacisków, bo ich zdaniem poseł Czuma uniemożliwiał zadawanie niewygodnych pytań. Poseł Platformy ripostuje, że uchylał tylko pytania "od rzeczy".

Jarosław Kurski i Arkadiusz Mularczyk
autor zdjęcia: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
Jarosław Kurski i Arkadiusz Mularczyk

Sejmowa komisja śledcza ds. nacisków władz na śledztwa dotyczące polityków i mediów przesłuchuje dziś na tajnym posiedzeniu prokuratorów Radosława Wasilewskiego i Ryszard Pęgal

Jak powiedział Mularczyk na konferencji prasowej w Sejmie, szef komisji Andrzej Czuma (PO) uchylał "praktycznie każde niewygodne dla prokuratora i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego i Platformy pytanie" posłów PiS.

"Wyszliśmy z tego przesłuchania, bo nie widzimy celu, aby brać udział w takiej farsie, jaka się odbywa" - podkreślił.

Posłowie wrócili na popołudnniowe przesłuchanie drugiego warszawskiego prokuratora Ryszarda Pęgala.

Czuma: protokoły z tajnych posiedzeń komisji będą jawne

Po tajnym przesłuchaniu prok. Radosława Wasilewskiego, a przed przesłuchaniem prok. Ryszarda Pęgala, Czuma powiedział, że w jego ocenie wszystkie dotychczasowe tajne zeznania prokuratorów (łącznie już pięć osób) nie zawierają elementów tajemnicy, których nie można by ujawnić.

"Jestem za jak największą jawnością naszych prac i dostępnością ich dla mediów. Moim zdaniem nie ma tu żadnych tajemnic i w najbliższych dniach jeszcze raz tę sprawę przeanalizuję" - dodał Czuma spytany przez PAP, kiedy zatem można się spodziewać odtajnienia stenogramów.

Odnosząc się do zarzutu posłów PiS Arkadiusza Mularczyka i Jacka Kurskiego, którzy twierdzą, że Czuma uchyla wszelkie pytania "niewygodne dla Platformy Obywatelskiej i ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego" (tym Mularczyk uzasadnił swe wyjście z tajnego posiedzenia komisji; Kurski od rana w nim nie uczestniczył), szef komisji odparł, że "uchylał tylko te pytania Mularczyka, które były od rzeczy".

Zeznają tajnie

Podczas poprzedniego przesłuchania obaj prokuratorzy często powoływali się na obowiązującą ich tajemnicę służbową i zapowiedzieli, że o interesujących komisję szczegółach opowiedzą na tajnym posiedzeniu. Pęgal - były wiceszef stołecznej prokuratury okręgowej zapowiedział, że na posiedzeniu tajnej komisji odpowie na pytanie, czy doświadczył takich nacisków.

Pęgal był jednym z dziewięciorga prokuratorów, którzy w październiku ub. roku, tuż po wygranych przez PO wyborach, zrezygnowali z funkcji z uwagi na "utratę zaufania" do Janickiej - swej ówczesnej szefowej. Obecnie przeciwko niej toczy się prokuratorskie postępowanie dyscyplinarne. Janicka podała się do dymisji pod koniec października ubr. Rezygnację od razu przyjął ówczesny prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Samo ministerstwo sprawiedliwości podawało, że przyczyną dymisji był "konflikt z niektórymi podwładnymi Janickiej". Media wskazywały wtedy, że chodzi o sprawę b. ministra Tomasza Lipca, którego zatrzymanie Janicka kazała przenieść na później.

W trybie tajnym Pęgal ma też powiedzieć, czy słyszał, że Janicka zakazała mu dostępu do protokołu przesłuchania Lipca, mimo że on nadzorował to śledztwo i czy to był bezpośredni powód "utraty zaufania" Janickiej do niego.

Prok. Wasilewski ma zaś odpowiedzieć na zamkniętym posiedzeniu na pytanie, czy między Janicką a kimś z CBA odbyła się rozmowa telefoniczna o zatrzymaniu Lipca, w trakcie której Janicka miała spytać: "panie ministrze, czy mój minister o tym wie?". W trybie jawnym przyznał on, że ludzie z CBA często odwiedzali Janicką w prokuraturze.

Źródło : PAP

Rower Wassermanna i zimna woda u Pitery

Minister w Kancelarii Premiera Julia Pitera, fot. Leszek Szymański
PAP

Zbigniew Wassermann na koszt kancelarii premiera zamówił sobie… rower treningowy – powiedziała w "Piaskiem po oczach" w TVN24 Julia Pitera, sekretarz stanu w kancelarii premiera. - Co afera, to Pitera - wybuchnął śmiechem Zbigniew Wassermann poproszony przez dziennik.pl o komentarz.
Wassermann tłumaczy, że rower pożyczył od agentów BOR, bo leżał zakurzony w rządowych magazynach.

- Roweru nie kupiłem, bo był na stanie kancelarii. Leżał w magazynie, bo był remont siłowni BOR. Dlatego poprosiłem oficerów, by mi go pożyczyli - mówi dziennikowi.pl Wassermann. I dodaje, że ćwiczenia na rowerze zalecił mu lekarz w ramach rehabilitacji po operacji. Prowadzący program "Piaskiem po oczach" Konrad Piasecki pytał Julię Piterę o jej mieszkanie. - Mieszkanie mieszkaniu nierówne. W moim nie ma windy i ciepłej wody - powiedziała Pitera.

Pitera: nie mam służbowej komórki ani laptopa

Telefon mam prywatny, nie mam gabinetu politycznego ani laptopa - zapewniła sekretarz stanu w kancelarii premiera Julia Pitera, odpowiedzialna za walkę z korupcją.

Była to odpowiedź na zarzut PiS, że jej praca nie przynosi efektów, a generuje koszty.

W programie TVN24 "Piaskiem po oczach" Pitera mówiła, że jej sekretarka to stażystka opłacana przez urząd pracy. Koszty podróży samochodem służbowym Pitera obliczyła na 5830 zł miesięcznie, podczas gdy - dodała - jej poprzednicy z PiS wydawali na przejazdy średnio po ponad 10 tys. zł.

Według polityków PiS półroczna "bezproduktywna" praca Pitery odpowiedzialnej za walkę z korupcją mogła jak dotąd kosztować 144 tys. zł. Jak szacuje PiS, na tę sumę składają się wynagrodzenie Pitery (ok. 12 tys. zł), utrzymanie sekretariatu (ok. 6 tys. zł), koszty korzystania z samochodu służbowego (ok. 6 tys. zł).

- Wszystkie rachunki rządu będą w internecie w ciągu dwóch miesięcy – zapowiedziała Pitera. Zapowiedziała też, że projekt ustawy o jawności majątkowej będzie gotowy w ciągu dwóch miesięcy. Nowa ustawa antykorupcyjna ma uniemożliwić osobom pełniącym funkcje publiczne wykorzystanie posiadanej władzy do osiągania osobistych korzyści. Kto zatai informację wymaganą w oświadczeniu, ma podlegać odpowiedzialności karnej.

Pitera nie zgodziła się, że zarzuty z jej raportu dotyczyły drobiazgów. - Biadoląc nad korupcją i nadużyciami nie wyciągamy wniosków, skąd to się bierze - powiedziała. Według Pitery, ci, którzy uznali raport za jej kompromitację, "nie rozumieją, na czym polega standard". Uznała, że sama dyskusja nad raportem jest już korzystna.

Raport Pitery dotyczy wykorzystania kart kredytowych w administracji rządowej w latach 2006-2007, w tym płacenia służbowymi pieniędzmi za prywatne zakupy przez ministrów PiS, LPR i Samoobrony.

Zobacz Julię Piterę w programie Konrada Piaseckiego w Onet.tv

środa, 21 maja 2008

Czekając na cud, wydanie 88

A dziś: Interesy ludowców z J&S (Rzeczpospolita); Wyścig Palikota (Rzeczpospolita); Wizyta robocza Donalda Tuska (Dziennik)

Ludowcy kupią rzepak od J&S?

Tomasz Nieśpiał 21-05-2008, ostatnia aktualizacja 21-05-2008 07:06

Opanowana przez PSL spółka zbożowa Elewarr chce współpracować z kontrowersyjną firmą J&S w zakresie skupu, przechowywania i dosuszania rzepaku

O planach współpracyz J&S prezes Elewarru Andrzej Śmietanko poinformował dyrektorów 11 oddziałów swojej spółki na naradzie
źródło: FORUM/PULS BIZNESU
O planach współpracyz J&S prezes Elewarru Andrzej Śmietanko poinformował dyrektorów 11 oddziałów swojej spółki na naradzie

Alarm wszczął były prezes Elewarru Daniel Korona. 6 maja wysłał list do premiera Donalda Tuska. Odpowiedzi nie dostał, bo premier przez ostatni tydzień przebywał w Ameryce Południowej. „Rz” dotarła do tego dokumentu.

Korona domaga się odwołania władz spółki w związku z nieprawidłowościami opisywanymi w mediach (chodzi o publikacje „Rz” na temat zależnych od Elewarru Zamojskich Zakładów Zbożowych). Jego zdaniem rząd powinien wyłączyć Elewarr spod nadzoru Agencji Rynku Rolnego i przekazać go Ministerstwu Skarbu. Prezes Korona ujawnia też, że władze Elewarru planują współpracę z „cieszącą się złą sławą medialną spółką J&S”.

W 2002 r. J&S podpisała kontrakt z PKN Orlen na dostawę rosyjskiej ropy. Wkrótce potem UOP zatrzymał prezesa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego. Sprawę badała komisja śledcza. Z kolei w styczniu 2008 r. „Rz” ujawniła, że wicepremier Waldemar Pawlak (PSL) anulował rekordowo wysoką karę (prawie pół miliarda złotych) nałożoną na J&S za brak koniecznych rezerw paliwowych. Po publikacji „Rz” Pawlak tłumaczył, że anulował ją z przyczyn formalnych. W kwietniu karę nałożono ponownie.

„Rz” ustaliła, że w J&S pracują byli wieloletni działacze PSL, którzy trafili tam, gdy spółka podjęła decyzję o wejściu na rynek rzepaku, oleju rzepakowego i biopaliw. – Współpraca z tą firmą oznaczać będzie utratę marki, a w połączeniu z upolitycznieniem Elewarru przez PSL doprowadzi do upadku tej spółki – mówi „Rz” Korona.

„Rz” ustaliła, że Elewarr od kilku miesięcy zabiega o podpisanie umowy na skup i przechowywanie rzepaku od J&S. W marcu w Warszawie odbyła się narada władz Elewarru z dyrektorami 11 oddziałów spółki zbożowej w całym kraju. Wtedy o planach związanych z J&S poinformował prezes Elewarru Andrzej Śmietanko (były poseł, wpływowy działacz PSL).

– Usłyszeliśmy, że w grę wchodzi szeroki zakres współpracy z J&S: skup, przechowywanie, dosuszanie rzepaku. J&S nie ma bazy magazynowej ani kontaktów z producentami, dlatego Elewarr miałby stać się jej zapleczem magazynowym – mówi „Rz” jeden z uczestników narady. Według dyrektorów Elewarr miałby składować w swoich magazynach kilkadziesiąt tysięcy ton rzepaku zakontraktowanego przez J&S. – Wartość takich umów sięgałaby dziesiątków milionów euro – mówią.

Prezes Śmietanko był we wtorek nieuchwytny, przebywał w delegacji. Podobnie wiceprezes Jerzy Głuchowski. Drugi wiceprezes zgodził się rozmawiać z „Rz”, zastrzegł jednak, by nie podawać jego nazwiska, a jedynie pełnioną funkcję. – Firma J&S mogła być brana pod uwagę do ewentualnej współpracy, tak samo jak każdy inny podmiot rynku rzepaku, który jest w stanie spełnić zaproponowane przez Elewarr warunki. Z tego, co wiem, odbyło się spotkanie z przedstawicielem J&S, ale na razie nie podjęliśmy współpracy. Nie otrzymaliśmy żadnej pisemnej oferty tej firmy. Trudno mi powiedzieć, dlaczego – mówi wiceprezes Elewarru.

Tamara Surman z biura prasowego J&S: – Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy dojdzie do współpracy, choć nie ukrywamy, że ze względu na posiadaną infrastrukturę magazynową, Elewarr byłby bardzo pożądanym partnerem.Wiceprezes Elewarru nie wyklucza, że do współpracy z J&S może dojść: – Jesteśmy gotowi do współpracy z każdym, kto zapłaci odpowiednią sumę za składowanie rzepaku.

Co pisaliśmy w „Rz” o posadach dla członków PSL

22 kwietnia, „PSL bierze spółki”: „W marcu zgromadzenie wspólników zamojskiej spółki (tworzy je zarząd Elewarru) przeprowadziło konkurs na kandydatów do rady nadzorczej ZZZ. W wyniku konkursu zaakceptowano: Lucjana Orgasińskiego i Mariusza Sucheckiego. Pierwszy jest jednym z czołowych działaczy PSL na Lubelszczyźnie, radnym powiatowym. Suchecki to jeden z najbliższych współpracowników i doradca wicemarszałka Sejmu Jarosława Kalinowskiego”.

∑ 23 kwietnia, „Tusk: zbadamy sprawę”: „Kandydatami na członków rady nadzorczej Zamojskich Zakładów Zbożowych są ludzie PSL – ujawniła „Rz”. Po publikacji głos zabrał Donald Tusk. – Każdy sygnał dotyczący kumoterstwa będziemy badać – zapowiedział”.

25 kwietnia, „Praca w zbożu dla Kalinowskiego”: „Od 1 kwietnia głównym specjalistą ds. rozwoju Zamojskich Zakładów Zbożowych jest Adam Kalinowski, brat Jarosława. Wcześniej tego stanowiska nie było.

– Zostało stworzone na wyraźne polecenie wpływowych działaczy PSL z Warszawy – mówi nasz informator. (...) Kalinowski zarabia ok. 10 tys. zł”.

26 – 27 kwietnia, „Kalinowski: nie załatwiałem pracy bratu”: „Jarosław Kalinowski, wicemarszałek Sejmu: Wiedziałem o konkursie i że brat ma ochotę w nim wystartować. (...) Ale to nie oznacza, że kogoś prosiłem czy naciskałem, by brat dostał posadę”.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorat.niespial@rp.pl

Źródło : Rzeczpospolita

Palikot ściga się z rządem na ustawy

Eliza Olczyk, Marek Domagalski 21-05-2008, ostatnia aktualizacja 21-05-2008 07:04

W Sejmie mnożą się niemal identyczne projekty ustaw: rządowe i produkowane w komisji Janusza Palikota

źródło: Fotorzepa

Eliza Olczyk, Marek Domagalski

Komisja Janusza Palikota „Przyjazne państwo” produkuje taśmowo ustawy, które mają ograniczyć biurokrację. Rzecz w tym, że takie same rozwiązania przygotowuje rząd PO – PSL.

Palikot skierował do laski marszałkowskiej nowelę ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, dzięki której ma być więcej terenów pod budownictwo.

Tymczasem Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad swoim projektem, który w wielu punktach pokrywa się z poselskim. „Rzeczpospolita” opisała ten projekt 18 kwietnia.

Podobnie jest z obszerną nowelizacją ustawy o VAT, która zakłada między innymi zniesienie 30-procentowej sankcji karnej i kaucji dla nowych przedsiębiorców.

W Sejmie leży już poselski projekt w tej sprawie, a nad własnym pracują: komisja Palikota i Ministerstwo Finansów.

– Podobna sytuacja jest z nowelizacją ustawy o swobodzie gospodarczej – wylicza Marek Wikiński z SLD, członek komisji „Przyjazne państwo”.

Zdaniem posła Sojuszu większość tych projektów się dubluje, bo zostały przygotowane przez pozarządowe organizacje branżowe, takie jak BCC, Polska Izba Gospodarcza czy Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, które podrzucają te same propozycje i Palikotowi, i ministrom. – Palikot od początku miał taki pomysł, że będzie się zajmował tymi samymi zagadnieniami co ministerstwa Gospodarki lub Infrastruktury i kto pierwszy opracuje projekt ustawy, ten lepszy – mówi Marek Wikiński. – Ale to jest lekceważenie partnerów społecznych, bo naprawdę ważne decyzje zapadają bez konsultacji w Komisji Trójstronnej.

Jednak Palikota broni Paweł Poncyljusz z PiS. Uważa, że gdyby rząd pracował sprawnie, organizacje branżowe nie musiałyby zabiegać o rozpatrzenie ich pomysłów w komisji „Przyjazne państwo”.

– Palikot mobilizuje ministrów do pracy – tłumaczy Poncyljusz, który również zasiada w komisji „Przyjazne państwo”. – U nas projekty opracowywane są błyskawicznie, a wiem z doświadczenia, że ministerstwo potrzebuje na to zwykle minimum pół roku.

Ale konstytucjonalista Piotr Winczorek uważa, że to szalony pomysł, by politycy z tych samych ugrupowań przygotowywali projekty ustaw w tej samej dziedzinie.

– Jeśli komisja posła Palikota ma jakieś projekty, to powinna zgłaszać je rządowi, aby ten nadawał im bieg, a nie samodzielnie wnosić je do Sejmu – mówi Winczorek. – Rząd musi się przecież do nich odnieść, nawet jeśli nie różnią się zasadniczo od jego własnych. Nie powinno być tak, że dowiaduje się o nich z gazet – to niepoważne.

Wiceprzewodniczący Klubu PO Waldy Dzikowski, który koordynuje prace legislacyjne posłów Platformy, twierdzi jednak, że twórczość komisji Janusza Palikota jest pod ścisłą kontrolą. – Owszem, dochodziło do dublowania projektów ministerstw i komisji „Przyjazne państwo” – przyznaje Waldy Dzikowski. – Ale to się zmieniło. Od miesiąca co środę spotykam się z posłem Palikotem i wspólnie omawiamy jego pomysły, a później wysyłamy je do właściwych ministerstw po opinię.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorów

e.olczyk@rp.pl m.domagalski@rp.pl

Minister broni Donalda Tuska:

"Na Machu Picchu premier był w pracy"

Podróż Tuska: Ważna wizyta okraszona gadżetami

Echa wyjazdu premiera do Ameryki Południowej wciąż nie milkną. I to w samej PO, której politycy nie mogą zdecydować się na jedną wersję wydarzeń. "To była ważna wizyta" - mówi szef kancelarii premiera Tomasz Arabski. I przekonuje, że Tusk zwiedzał Machu Picchu służbowo. "To była podróż, która była okraszona gadżetami, a nie merytorycznym tematem" - twierdzi z kolei wicepremier Grzegorz Schetyna.

Tomasz Arabski twierdzi, że była to bardzo ważna wizyta, a premier nie był na urlopie tylko caly czas pracował. "To były uczciwie i rzetelnie wydane pieniądze. Jeśli bierzemy pod uwagę rangę tej wizyty i jej koszty, obawiam się, że naprawdę państwa oceny są mocno przesadzone" - powiedział Arabski w RMF FM. Odniósł się w ten sposób do krytyki, m.in. ze strony PiS, że premier wybrał się w "podróż życia" za publiczne pieniądze.

"Myślę, że gdyby premier miał podejmować decyzję jeszcze raz, to pojechałby tylko na szczyt Unia Europejska - Ameryka Łacińska, a wizyty w Peru i Chile przełożyłby na inny czas" - stwierdził z kolei w Radiu ZET wicepremier Grzegorz Schetyna. Na stwierdzenie, że wyszła z tego "komiksowa podróż" Schetyna odpowiedział: "Tak została opakowana i nie mogliśmy tego odmienić, bo i odległość duża i było jak było. Wszyscy to widzieliśmy. To była podróż okraszona gadżetami, a nie merytorycznym tematem".

Tymczasem szef kancelarii premiera przekonuje, że Donald Tusk nie musiał brać urlopu, bo podróż do Chile i Peru nie była prywatną wizytą. Z kolei - jak tłumaczył - tradycją w Ameryce Łacińskiej podczas oficjalnych wizyt jest zapraszanie szefów rządów z małżonkami.

"Premier był cały czas w pracy. Choćby to Machu Picchu to nie była nasza fanaberia, tylko radość Peruwiańczyków z tego, że mogą pokazać takie miejsce. Oni nas tam serdecznie zapraszali, tak samo jak szefa Komisji Europejskiej czy innych premierów, czy prezydentów. Część z nich skorzystała z tego wyjazdu, część pojechała gdzie indziej" - powiedział Arabski.

A dlaczego Tusk podczas szczytu przywódców i szefów rządów państw UE oraz Ameryki Łacińskiej w Limie został posadzony obok oskarżanego o wspieranie terroryzmu prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza? Według Arabskiego to wynikało z protokołu. Podkreślił, że nie można tego nazwać "wpadką". Jego zdaniem Chavez był zaproszony na szczyt, aby bliżej poznał polityków UE.



środa, 14 maja 2008

Czekając na cud, wydanie 87

W wydaniu 87: Podróż życia Donalda Tuska (Dziennik); Koniec miodowego miesiąca rządu Donalda Tuska (Rzeczpospolita/Wprost); Kudrycka realizuje pomysły PiS (Rzeczpospolita).

"Tanie państwo" w wydaniu premiera

Za podróż Tuska zapłacimy półtora miliona złotych

Za podróż Tuska zapłacimy 1,6 miliona złotych

To podróż życia - powiedział o swej wyprawie do Ameryki Południowej Donald Tusk hiszpańskiej gazecie "El Mundo”. I trudno nie wierzyć w to wyznanie. Premier wraz z żoną wylądował w Peru wczoraj rano według czasu polskiego. W perspektywie ma zaś jeszcze całe sześć dni na ziemi Inków - czytamy w DZIENNIKU.

czytaj dalej...
REKLAMA

Z tych sześciu dni jako ściśle roboczy planowany jest tylko jeden. Poza nim w ramach dwóch oficjalnych wizyt w Peru i Chile czekają na premiera same przyjemności - z degustacją win świata w najsłynniejszej winnicy Chile Concha y Toro włącznie.

Podziwianie przez Tuska uroków Ameryki Południowej w ramach obowiązków rządowych może kosztować podatników, jak obliczyliśmy, nawet 1,6 mln zł. To tylko szacunki, bo kancelaria premiera kosztów na razie oficjalnie nie podaje. "Policzymy je po powrocie premiera" - mówi rzeczniczka rządu Agnieszka Liszka. Zastrzega tylko, że jeden z głównych punktów programu - wyprawę do najsłynniejszego miasta Inków, położonego w Andach Machu Picchu - fundują organizatorzy piątkowego V szczytu szefów państw i rządów Unii Europejskiej, Ameryki Łacińskiej i Karaibów.

To właśnie ten szczyt był dla Tuska okazją do zorganizowania większej wyprawy w głąb kultury inkaskiej, którą od dawna zafascynowana jest jego żona. Aby oszacować koszty tej podróży, trzeba wziąć pod uwagę to, że premier leci nie tylko z małżonką. Towarzyszy im pięć osób w składzie oficjalnej delegacji i 10 osób obsługi - przedstawiciele protokołu dyplomatycznego i tłumacze. Razem z dziennikarzami korzystają z rządowego Tu-154M. Godzina lotu maszyny kosztuje 36 tys. zł, a podróż do Peru zajmuje 21 godzin w jedną stronę. Czyli sam koszt podróży w obie strony to ponad 1,5 mln zł. Wszyscy muszą także gdzieś nocować. Doba w najdroższym hotelu w Limie, który wybrała nasza delegacja, kosztuje 1035 zł od osoby. Tańszy (315 zł) jest hotel Grand Hyatt Santiago, gdzie premier ze świtą będą mieli dwa ostatnie noclegi. W sumie sześć noclegów dla 17 osób kosztować będzie około 100 tys. zł.

"Ja się nie dziwię, bo każdy w Polsce chciałby niezależnie od tego, czy w roli premiera, czy dziennikarza zobaczyć i Brazylię, i Peru, i Chile" - odpowiadał sam Tusk na uwagi, że ta wyprawa to raczej turystyczna wycieczka niż oficjalna wizyta. Mówił tak w czasie międzylądowania w stolicy Brazylii, którą przy okazji też udało mu się zwiedzić. "Z mojego punktu widzenia większość tych dni będzie jednak wypełniona obowiązkami mniej czy bardziej uciążliwymi" - tłumaczył dziennikarzom. Co to za uciążliwe obowiązki? Wczoraj Tusk rozmawiał przez godzinę z prezydentem Peru Alanem Garcią Perezem, by na zakończenie zostać "słońcem Peru”. Ten tytuł to najwyższe peruwiańskie odznaczenie dla cudzoziemca. Po drodze do pałacu rządowego miał okazję wstąpić m.in. do Muzeum Enrique Poli. Z kolei w sobotę Tusk chce złożyć kwiaty pod pomnikiem bohatera Peru - polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego. Zważywszy, że łączy się to z przejazdem do Ticlio - usytuowanej najwyżej na świecie ( 4815 m n.p.m.) stacji kolejowej - trudno nie mówić także w tym przypadku jako raczej o atrakcji niż o uciążliwym obowiązku.

Czy Donald Tusk musiał czekać na swą podróż życia aż do chwili, gdy został premierem? Biura podróży oferują zwykłym śmiertelnikom wszystkie odwiedzone przez premiera południowoamerykańskie atrakcje. Wychodzi o wiele taniej. Bo taka np. 10-dniowa wycieczka do Peru śladami Inków to koszt ok. 7 tys. zł. Tyle że z własnej kieszeni.

Koniec miesiąca miodowego rządu

2008-05-15 07:43
Po pół roku rządu Donalda Tuska pojawiają się pierwsze sygnały niezadowolenia. Gabinet Tuska spełnia oczekiwania 48 proc. respondentów, połowa badanych jest jednak przeciwnego zdania - wynika z najnowszego sondażu GfK Polonia dla "Rzeczpospolitej".

"Po długim okresie miodowym nadszedł czas na normalność. Widać zahamowanie popularności rządu i PO" - komentuje wyniki dr Marek Migalski z Uniwersytetu Śląskiego. Jego zdaniem, najwyższe poparcie partia i gabinet Donalda Tuska mają już za sobą. Teraz następuje etap ustabilizowania poparcia na wysokim poziomie.

Większą przewagę niezadowolonych widać z kolei w pytaniach o realizację wyborczych obietnic i zapowiadanych reform. Najmocniej Polacy wytykają rządowi zaniedbania w służbie zdrowia. Aż 67 proc. respondentów uznało, że nie realizuje zapowiadanych reform w tym sektorze. Odmiennego zdania było 28 proc. badanych.

Ponad połowa pytanych uważa też, iż rząd nie realizuje reform finansów publicznych i podatkowej. "Tu niepokojącym sygnałem było odejście prof. Gomułki i wrzawa wokół podatku liniowego" - komentuje prof. Kazimierz Kik z Uniwersytetu Humanistyczno- Przyrodniczego w Kielcach.

Co drugi z badanych przez GfK Polonia odczuwa jednak, że pod rządami gabinetu Donalda Tuska sprawy w kraju przybierają właściwy obrót. 44 proc. ma inne zdanie w tej sprawie.

Po półroczu od objęcia resortu, za najbardziej popularnego ministra 18 proc. uczestników sondażu uznało szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Daleko za nim, z 8 proc. uplasował się minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, a na trzecim miejscu Ewa Kopacz, minister zdrowia, którą wskazało 4 proc.

Pozostali szefowie resortów są nadal mało znani Polakom. Nawet pojawiających się często w mediach ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, ministra obrony narodowej Bogdana Klicha czy szefa MSWiA Grzegorza Schetynę za popularnych nie uznało więcej niż 1 proc. respondentów. A wicepremier Pawlak to popularny polityk tylko dla 2 proc. badanych. Dwie trzecie ankietowanych uważa również, że nie wszyscy ministrowie wywiązują się z zadań, które powierzył im premier.

Po sześciu miesiącach pracy gabinetu nie poprawiły się relacje między rządem a prezydentem - uważa tak dwie trzecie pytanych. Większość jest też zdania, że rząd nie realizuje zapowiadanych reform. "Rząd może zepchnąć winę za brak efektów rządzenia na prezydenta" - mówi politolog Marek Migalski. Według niego, w roku wyborów prezydenckich Tusk może forsować trudne reformy i będzie czekał na weto głowy państwa. Po czym ogłosi, że musi zdobyć Pałac Prezydencki, żeby zrealizować obietnice.

"Obietnice składaliśmy jako PO, a nie koalicja. To efekt pewnego kompromisu z PSL" - tłumaczy Grzegorz Dolniak, wiceszef Klubu Platformy Obywatelskiej.

Telefoniczny sondaż GfK Polonia przeprowadziła wczoraj na 500-osobowej próbie dorosłych Polaków. Więcej o wynikach badań - w dzisiejszej "Rzeczpospolitej".

na ten sam temat:

Gorset uśmiechów zaczyna uwierać wyborców

Dorota Kołakowska 15-05-2008, ostatnia aktualizacja 15-05-2008 02:34

Rozmowa: prof. Wawrzyniec Konarski, politolog, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej

Rz: Czy rząd PO – PSL dobrze wykorzystał pierwsze pół roku?

Wawrzyniec Konarski: Atutem tego rządu jest przede wszystkim forma, a w zdecydowanie mniejszym stopniu treść. Zgadzam się ze średnim wynikiem tego badania, czyli przewagą odpowiedzi „raczej nie”. Wniosek jest z tego taki, że przez te pół roku rządowi „raczej” nie udało się zrealizować żadnego istotnego założenia, które obiecywał.

To przesilenie w sondażach poparcia dla rządu?

Wyczerpuje się kredyt zaufania, jaki ma gabinet PO. Minęło pół roku i Platforma nie może nieustannie mówić o spójnej polityce, a konkrety i ustawy obiecywać w „stosownym momencie”. Aby dokonywać reform, trzeba zmian ustaw. Spadające słupki mogą być spowodowane tym, że nie widać żadnych ruchów, które pokazałyby, że rząd chce podjąć te inicjatywy. Ciepły i uśmiechnięty premier już nie wystarczy. Społeczeństwo polskie to nie społeczeństwo amerykańskie, nie ma tak dużej klasy średniej, są za to złe wyniki finansowe, które dotknęły drobnych ciułaczy, np. krach na giełdzie.

Ale reformy są zapowiadane.

Tylko zapowiadane i to bardzo ogólnie. PO przekonywała nas, że ma gabinet cieni, ma program, a teraz nie robi nic albo nawet odchodzi od wcześniejszych założeń, jak np. w sprawie reformy podatków. To, co robi Ewa Kopacz, to dreptanie w miejscu, to, co robi Katarzyna Hall, to działanie po omacku. Ocena reform wypada w badaniu źle. Te reformy ciągle nie są realizowane. Trudno się oprzeć wrażeniu, że niektórzy potraktowali objęcie rządów jako swoistą przygodę życiową, a nie mandat do realizacji zobowiązań programowych.

Może PO zaszkodziła ostatnia awantura wokół prywatyzacji szpitali albo choćby wyznanie premiera o paleniu marihuany?

Nie. To elementy nieistotne w tym badaniu. Sprawa prywatyzacji już raz była omawiana. A sprawa z marihuaną nie odbije się na wizerunku premiera, bo każdy z nas ma słabości, dowodem na to jest Aleksander Kwaśniewski, który ujawnił swoje problemy z alkoholem i nie stracił na tym.

Wciąż połowa pytanych uważa, że sprawy w kraju idą w dobrym kierunku...

Ale innego zdania jest aż 44 proc. To oznacza podzielenie społeczeństwa. I to jest zły sygnał dla rządu. Po sześciu miesiącach rządzenia i przy tak entuzjastycznych badaniach sondażowych w tym czasie widać, że sceptycyzm społeczeństwa rośnie.

Teraz musi nastąpić całkowite przestawienie proporcji. Rząd musi wypełnić treścią sprawy reformy podatków i służby zdrowia, zmian w oświacie. Inaczej okaże się propagandową wydmuszką.

Źródło : Rzeczpospolita


Kudrycka realizuje pomysły PiS

Renata Czeladko 15-05-2008, ostatnia aktualizacja 15-05-2008 02:10

Resort nauki chce stypendiami zachęcać maturzystów do studiów technicznych. – To propozycja ministra poprzedniego rządu – mówi poseł PiS

autor zdjęcia: Dominik Pisarek
źródło: Rzeczpospolita

Minister nauki Barbara Kudrycka ogłosiła wczoraj listę kierunków, na których rząd zamówi i dofinansuje kształcenie w nowym roku akademickim 3 tysięcy studentów.

1500 najlepszych dostanie po ok. 1000 zł stypendium miesięcznie. Pieniądze mają zachęcić młodzież do studiowania kierunków ważnych dla rozwoju gospodarki. Za takie resort uznał: inżynierię biomedyczną, mechatronikę, budownictwo, inżynierię środowiska, energetykę, elektrotechnikę, mechanikę i budowę maszyn, automatykę i robotykę, matematykę oraz biotechnologię. Dodatkowo na każdego „zamówionego studenta” uczelnia dostanie 14 tys. zł na trzy lata kształcenia.

Ale pomysły przedstawione przez minister Kudrycką nie są nowe. Artur Górski, poseł PiS: – Plany przyznawania stypendiów i dofinansowania kierunków technicznych miało poprzednie ministerstwo. Zostały ogłoszone na etapie projektów. Teraz działania minister Kudryckiej wpisują się w program PiS.

Rozwiązania, które proponujemy są nowatorskie. To my doprowadziliśmy do ich realizacji

Dla ściągnięcia pomysłów poseł widzi jednak usprawiedliwienie: – Deficyt na kierunkach technicznych to problem, który trzeba pilnie rozwiązać.Z danych, jakie podaje resort, wynika, że w pierwszym półroczu 2007 roku na pracowników z wykształceniem technicznym czekało ponad 30 tys. stanowisk. Za rok będzie brakować już 55 tys. inżynierów.

Pretensji nie ma też autor pomysłu przyznawania specjalnych stypendiów były wiceminister Olaf Gajl: – To dobrze, że kierunek prac w resorcie w tym przypadku nie jest związany ze zmianami personalnymi.

Minister Kudrycka chce też, tak jak planował poprzedni rząd, finansować zajęcia wyrównawcze dla studentów pierwszego roku z matematyki i fizyki. Mimo to Olaf Gajl broni obecnej szefowej resortu: – Jej własne są rozwiązania szczegółowe.

Minister nauki przyznaje, że założenia finansowanego przez UE programu operacyjnego „Kapitał ludzki”, który m.in. wspiera studia techniczne, opracowane zostały przez poprzednią ekipę. – Ale wpisują się w naszą strategię kształcenia dla gospodarki. Nowatorskie są proponowane rozwiązania. To my doprowadziliśmy do ich realizacji – mówi prof. Kudrycka.

Zapewnia, że w przyszłym tygodniu ogłoszony zostanie konkurs dla uczelni. Wyłoni te, na których rząd zamówi kształcenie studentów. Kryteriami przystąpienia do konkursu będą m.in. zwiększenie naboru w stosunku do ubiegłego roku oraz współpraca z gospodarką. W czerwcu mamy poznać rozstrzygnięcie. Tak by tegoroczni maturzyści mogli składać dokumenty na uczelnie, na których mogą liczyć na stypendia.

Będzie je można otrzymywać przez trzy lata. Na pierwszym roku o tym, kto je dostanie, zdecydują wyniki na świadectwie. W następnych latach – wyniki w nauce. Jeśli student przerwie studia, będzie musiał oddać równowartość stypendium.

Rząd co roku będzie określał, jakie kierunki zamawia. Rozpoczynający się pilotaż programu ma kosztować 86 mln zł. Do 2013 roku przewidziane wydatki to 370 mln euro. Na 30 kierunkach zamawianych do 2013 r. kształcić się ma 20,8 tys. studentów.

Źródło : Rzeczpospolita