Niepoprawni

poniedziałek, 4 lutego 2008

Z frontu walk o wizerunek

(kt) Pitera dubluje prace posłów, Boni dubluje pracę kilku ministerstw, teraz potrzebny jest jeszcze ktoś, kto zdubluje mało pierwsza w historii Polski niewidzialną rzeczniczkę rządu. Wprost.pl:

Tusk niezadowolony ze swojego wizerunku

2008-02-03 12:03
Donald Tusk jest niezadowolony ze swojego medialnego wizerunku. By go poprawić, postanowił stworzyć specjalny departament w kancelarii premiera, który będzie odpowiadał za tworzenie medialnej strategii rządu i premiera – dowiedział się „Wprost”.
Głównym zadaniem departamentu, który ma nadzorować Igor Stachowicz (jeden ze spin doktorów platformy), będzie tworzenie PR-owskiej oprawy dla działalności rządu, w szczególności premiera.

Nasi informatorzy twierdzą, że te zmiany mają związek z niezadowoleniem premiera z dotychczasowej pracy rzeczniczki rządu Agnieszki Liszki i podlegającego jej Centrum Informacyjnego Rządu. – Gdy ten departament ruszy pełną parą, to CIR i Liszka będą pełnić funkcję czysto techniczną – mówi urzędnik z otoczenia Donalda Tuska.

O sprawie także w najbliższym wydaniu tygodnika „Wprost", w sprzedaży od poniedziałku, 4 lutego

Wizerunku rządu na pewno nie poprawią kolejne czystki. Tym razem znów słyszymy o ARiMR. Rzeczpospolita:

Czystki czy powrót fachowców

Karol Manys, Mariusz Kowalewski 04-02-2008, ostatnia aktualizacja 04-02-2008 20:34

Jednego dnia odwołano kilkanaście osób z centrali i oddziałów regionalnych w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

autor zdjęcia: Jakub Ostałowski
źródło: Rzeczpospolita

- Potraktowano mnie jak śmiecia. Byłem na urlopie, kiedy otrzymałem SMS z informacją, że wpłynął faks z moim odwołaniem. Do dziś go nie widziałem – mówi Waldemar Sekściński, były dyrektor ARiMR w Olsztynie.

Razem z nim pracę straciło kilkunastu kierowników, w tym dwóch wiceprezesów. Odwołano też 10 z 16 szefów biur regionalnych.

Na miejsce odwołanych urzędników nowi mieli być wybierani w drodze konkursów. Ale te okazują się fikcją. Nowy szef agencji Dariusz Wojtasik już zaczął powoływać nowych dyrektorów, choć termin nadsyłania zgłoszeń do konkursów mija dopiero 8 lutego. W piątek nominacje dostali szefowie oddziałów w Olsztynie i Lublinie.

– Konkursy powinny być przeprowadzone do końca, ale to, że zostały przerwane, nie jest niczym dziwnym – mówi Stanisław Żelichowski, szef Klubu PSL. – Agencja może od nich odstąpić.

Szefem warmińsko–mazurskiego oddziału została Jolanta Marozas, była działaczka SKL. Według naszych informacji za jej kandydaturą osobiście się wstawiał Sławomir Rybicki, poseł PO z Olsztyna, w przeszłości działacz SKL. W Lublinie dyrektorem został szef miejscowego PSL Andrzej Bieńko. To dobry znajomy Waldemara Pawlaka. – Na miejsca urzędników odwołanych z centrali wracają też ludzie Wojciecha Olejniczaka – mówi "Rz" jeden z urzędników. Wiceprezesem agencji została Zofia Szalczyk. Kiedy ministrem rolnictwa był Wojciech Olejniczak, była szefową wielkopolskiego oddziału ARiMR.

Według nieoficjalnych informacji motorem zmian jest Przemysław Litwiniuk, szef gabinetu politycznego ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Litwiniuk pracował w departamencie kadr, kiedy rządziła lewica, a prezesem agencji był Wojciech Pomajda.

– To bardzo sprawny urzędnik – mówi o nim Pomajda, obecnie poseł LiD i wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa. – Można się tylko cieszyć, że do agencji wracają doświadczeni fachowcy. To są ludzie sprawdzeni w boju, którzy dobrze sobie radzili.

Zmiany w ARiMR, która zajmuje się wypłatą wielomilionowych dopłat dla rolników, irytują działaczy PiS. – Otwarcie na LiD jest co najmniej zastanawiające – mówi Krzysztof Jurgiel, wiceszef komisji rolnictwa. Inni politycy mówią wprost, że nominacje w agencji to ukłon koalicji w kierunku lewicy obliczony na pozyskanie jej do współpracy przy obalaniu prezydenckich wet.

– To złośliwości – odrzuca te spekulacje Przemysław Litwiniuk. – Zmiany mają tylko jeden cel. Uchronić agencję przed kompletną zapaścią i katastrofą. To wymaga nadzwyczajnych działań. Nie ma tu żadnego drugiego polityczne dna.

Źródło : Rzeczpospolita

MSZ wykonuje kolejny gest w kierunku "normalizacji" stosunków z Niemcami. Polska rezygnuje z rozpowszechniania filmu, prostującego kłamstwa o "polskich obozach śmierci". Ponownie "Rzeczpospolita":

Nasze MSZ nie chce już filmu o „polskich obozach”

Piotr Kościński, Wojciech Lorenz 04-02-2008, ostatnia aktualizacja 04-02-2008 16:00

Film dokumentalny „Upside down”, za pomocą którego Polska miała walczyć z określeniami „polskie obozy śmierci”, idzie na półkę – dowiedziała się „Rzeczpospolita”. Resort dyplomacji uznał, że jest za słaby.

Kadry z filmu
źródło: msz.gov.pl
Kadry z filmu "Upside down"
źródło: msz.gov.pl
źródło: msz.gov.pl

– Film ma jak najgorsze recenzje. Od strony sztuki reżyserskiej pozostawia wiele do życzenia. Jeżeli mielibyśmy cokolwiek załatwiać w sprawie naszego wizerunku za granicą, to nie czymś takim – mówią przedstawiciele MSZ.

Z inicjatywą nakręcenia filmu, który miał walczyć z kłamliwymi określeniami, wyszła kanadyjska Polonia. W kanadyjskich mediach sformułowanie „polskie obozy śmierci” padało bowiem ponad sto razy rocznie. Pomysł zyskał poparcie byłej szefowej dyplomacji Anny Fotygi. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, MSZ wydało na produkcję filmu 250 tysięcy złotych. – To nie były duże pieniądze. Same kalendarze zamawiane przez MSZ kosztują ponad milion złotych rocznie – podkreśla nasz rozmówca związany z tym projektem.

Realizacją zajęła się mieszkającą w Kanadzie polska reżyser Violetta Kardynał. W filmie poprzeplatała wspomnienia byłego więźnia Auschwitz z wypowiedziami młodych Kanadyjczyków, którzy pytani o to, kto stworzył obozy śmierci, mówią: „skoro to polskie obozy, to chyba Polacy”. Producenci zatytułowali dokument „Upside down”, czyli do góry nogami, co ma sugerować odwrócenie ról kata i ofiary. Film zakończyli sentencją „ci, którzy nie znają historii, są skłonni ją powtórzyć”.

– Nie mówię, że zasługuje on na Oscara. Ale jest to zrobiony przez profesjonalistów nowoczesny dokument, który jest skierowany do młodzieży. Pokazana w nim ignorancja młodych ludzi robi wstrząsające wrażenie – mówi nam pracownik MSZ.

„Upside down” miał kanadyjską premierę w listopadzie 2007. Jego kopia miała być dołączona do gazety „Toronto Star”, która wyjątkowo często używa określenia „polskie obozy śmierci”. Emisję planowała kanadyjska telewizja. – Film na pewno będzie pokazywany w Kanadzie, bo został wyprodukowany we współpracy ze stacją telewizyjną Omni i kontrakt przewiduje, że ma ona prawo do jego dystrybucji – powiedział „Rzeczpospolitej” prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej Władysław Lizoń.

Polską dystrybucję wstrzymała natomiast nowa ekipa w MSZ. Film usunięto ze strony internetowej ministerstwa, a kopie nie będą rozsyłane do polskich placówek za granicą. Szanse nakręcenia nowego filmu są bliskie zera. MSZ nie stać na wynajęcie profesjonalnego twórcy filmów dokumentalnych ani na zlecenie realizacji zagranicznemu producentowi, który zająłby się promocją takiego filmu.

współpraca Piotr Kościński

masz pytanie, wyślij e-mail do autora

w.lorenz@rp.pl

Źródło : Rzeczpospolita

2 komentarze:

Suchoi25 pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Suchoi25 pisze...

Witam Was !!


Powstała nowa grupa na Youtube " Nie lubimy Donalda " . Mamy ciekawy zbiór filmów oraz zgrany zespół ludzi.

http://pl.youtube.com/group/Platforma

Zapraszam do członkostwa i dyskusji.


Pozdrawiam