Niepoprawni

sobota, 7 czerwca 2008

Czekając na cud, wydanie 88

Wielki sukces polskiej dyplomacji (Rzeczpospolita); Kolejne problemy sejmowej komisji śledczej (Rzeczposploita); Julii Pitery życie w ascezie (onet.pl, link z bloga Danza)

Przez słowa szefa MSZ mogą zginąć Polacy

Wojciech Lorenz 07-06-2008, ostatnia aktualizacja 07-06-2008 08:09

Radosław Sikorski zadarł ze słynnym afgańskim watażką. I to w momencie, gdy rząd w Kabulu próbuje nakłonić Hekmatiara do złożenia broni

źródło: AFP
źródło: Rzeczpospolita

– Wasz minister zrobił poważny błąd. Polskim żołnierzom grozi teraz większe niebezpieczeństwo – ostrzega w rozmowie z „Rzeczpospolitą” były mudżahedin Abid Zareef Khan, który w latach 80. walczył z Rosjanami w Afganistanie.

Tak skomentował słowa Radosława Sikorskiego, który stwierdził w środę w Afganistanie, że „trzeba dopaść” winnych śmierci jego przyjaciela, kamerzysty Andy’ego Skrzypkowiaka. Radosław Sikorski powiedział wprost, że za morderstwo z 1987 roku obwinia ludzi związanych z byłym premierem Gulbuddinem Hekmatiarem.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. W czwartek ugrupowanie Hekmatiara, Hezb-e-Islami, które walczy z obcymi wojskami w Afganistanie, zapowiedziało, że nasili ataki na polskich żołnierzy.

– To oznacza, że już atakuje, tylko mu się nie udaje. Oby tak było dalej – komentował szef polskiej dyplomacji. – Jesteśmy tu po to, żeby pomagać demokratycznie wybranym władzom Afganistanu w stabilizacji kraju i po to, żeby pojmać tych, którzy są na liście terrorystów. Jest na niej 180 nazwisk, a wśród nich pan Hekmatiar – stwierdził Sikorski.

W Afganistanie od dawna mówi się jednak o próbach podjęcia negocjacji ze słynnym watażką. Amerykański ambasador w Kabulu stwierdził w tym tygodniu, że Waszyngton popiera próby porozumienia rządu z „każdym, kto nie odpowiada za największe zbrodnie”. William Wood nie chciał jednak powiedzieć, czy władze będą negocjować z Hekmatiarem.

– Hekmatiar był i jest jednym z najsilniejszych i najlepiej zorganizowanych przywódców. Bez niego nie uda się zaprowadzić pokoju w Afganistanie – tłumaczy Zareef Khan. Były mudżahedin ostro krytykuje wypowiedź polskiego ministra. – To bardzo poważny błąd. Rzucił wyzwanie nie terrorystom, tylko Pasztunom, którzy nigdy w swojej historii nie pogodzili się z obecnością obcych wojsk w swoim kraju. Ani Aleksandra Wielkiego, ani brytyjskich czy rosyjskich. Teraz niepotrzebnie mogą zginąć kolejni polscy żołnierze, ponieważ minister zapragnął prywatnej zemsty – przekonuje Khan.

Wicepremier Grzegorz Schetyna zapowiedział, że po powrocie ministra Sikorskiego do Polski rząd oczekuje wyjaśnień. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski przekonuje jednak, że bezpieczeństwo polskich żołnierzy w Afganistanie nie ucierpi. – Gdyby od słów polityków zależały losy wojny, to już byśmy mieli ten konflikt załatwiony. Nasi żołnierze są tam w ramach akcji militarnej – uznał Komorowski. MON nie chciało komentować słów polskiego ministra.

Opinia: Mohammed Riaz Khan szef klubu dziennikarzy w pakistańskim Peszawarze

Jeśli polskiemu ministrowi leży na sercu dobro Afganistanu, to powinien się powstrzymać od wypowiedzi nawołujących do ścigania winnych śmierci jego przyjaciela. W czasie ostatnich wojen w Afganistanie zginęły 2 miliony ludzi. Niemal każda rodzina kogoś straciła. Ale wielu mieszkańców chce o tym zapomnieć, bo wolą pokój od zemsty i nieustan- nej spirali przemocy.

Jak mają zareagować na słowa polskiego ministra? Pamiętajmy, że w afgańskim rządzie jest już wielu byłych lokalnych watażków, którzy często mają na sumieniu życie nie tylko rosyjskich okupantów, ale także wielu cywilów i przeciwników politycznych.

Abdul Raszid Dostum, który początkowo walczył po stronie sowieckich wojsk, jest na przykład szefem Sztabu Generalnego. Takich osób jest mnóstwo. Dopuszczenie ich do władzy uznano za konieczność, ponieważ trwające od siedmiu lat działania militarne nie przynoszą efektów. Pokoju nie uda się zaprowadzić, jeśli nie zdobędzie się poparcia Pasztunów, których reprezentują m.in. Hekmatiar i jego partia Hezb-e-Islami. Pasztuni przez setki lat odpierali wszelkie najazdy na swój kraj. Oni po prostu nie chcą u siebie obcych wojsk. Nieprzypadkowo wypuszczono właśnie z więzienia pasierba Hekmatiara, który jest ważną figurą w jego partii. Rozmawiałem z nim, gdy po wyjściu na wolność przyleciał do Peszawaru. Zapewniał, że nie popełnił zbrodni, o które go oskarżano. Nie wiem, czy mówi prawdę, ale wiem, że bez rozmów z przywódcami tej jednej z najpopularniejszych pasztuńskich partii w kraju nie zapanuje spokój.

Sam jestem dziennikarzem i śmierć kolegi pana Sikorskiego nie jest mi obojętna. Mieszkam w regionie, gdzie mogę się obawiać też o swoje bezpieczeństwo. Gdyby szef polskiej dyplomacji był mężem stanu, za jakiego zapewne chce uchodzić, powiedziałby, że śmierć jego przyjaciela to ofiara, która nie pójdzie na marne, jeśli w Afganistanie zapanuje wreszcie pokój. Jestem przekonany, że w Polsce były ofiary śmiertelne w czasie komunizmu. Chciałbym się dowiedzieć, co wasz minister robi, aby postawić sprawców przed sądem. Albo dlaczego nie apeluje o ściganie byłych watażków, którzy są w afgańskim rządzie. Przecież nawet prezydent Karzaj nie ma czystych rąk.

Polska zamierza zwiększyć swój kontyngent w Afganistanie z 1200 do 1600 żołnierzy. Jesienią nasi żołnierze mają przejąć kontrolę nad prowincją Ghazni.
Źródło : Rzeczpospolita

Posłowie PiS: Ta komisja to farsa

amk 06-06-2008, ostatnia aktualizacja 07-06-2008 04:21

Posłowie PiS Jacek Kurski i Arkadiusz Mularczyk demonstracyjnie opuścili obrady sejmowej komisji ds. nacisków, bo ich zdaniem poseł Czuma uniemożliwiał zadawanie niewygodnych pytań. Poseł Platformy ripostuje, że uchylał tylko pytania "od rzeczy".

Jarosław Kurski i Arkadiusz Mularczyk
autor zdjęcia: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
Jarosław Kurski i Arkadiusz Mularczyk

Sejmowa komisja śledcza ds. nacisków władz na śledztwa dotyczące polityków i mediów przesłuchuje dziś na tajnym posiedzeniu prokuratorów Radosława Wasilewskiego i Ryszard Pęgal

Jak powiedział Mularczyk na konferencji prasowej w Sejmie, szef komisji Andrzej Czuma (PO) uchylał "praktycznie każde niewygodne dla prokuratora i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego i Platformy pytanie" posłów PiS.

"Wyszliśmy z tego przesłuchania, bo nie widzimy celu, aby brać udział w takiej farsie, jaka się odbywa" - podkreślił.

Posłowie wrócili na popołudnniowe przesłuchanie drugiego warszawskiego prokuratora Ryszarda Pęgala.

Czuma: protokoły z tajnych posiedzeń komisji będą jawne

Po tajnym przesłuchaniu prok. Radosława Wasilewskiego, a przed przesłuchaniem prok. Ryszarda Pęgala, Czuma powiedział, że w jego ocenie wszystkie dotychczasowe tajne zeznania prokuratorów (łącznie już pięć osób) nie zawierają elementów tajemnicy, których nie można by ujawnić.

"Jestem za jak największą jawnością naszych prac i dostępnością ich dla mediów. Moim zdaniem nie ma tu żadnych tajemnic i w najbliższych dniach jeszcze raz tę sprawę przeanalizuję" - dodał Czuma spytany przez PAP, kiedy zatem można się spodziewać odtajnienia stenogramów.

Odnosząc się do zarzutu posłów PiS Arkadiusza Mularczyka i Jacka Kurskiego, którzy twierdzą, że Czuma uchyla wszelkie pytania "niewygodne dla Platformy Obywatelskiej i ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego" (tym Mularczyk uzasadnił swe wyjście z tajnego posiedzenia komisji; Kurski od rana w nim nie uczestniczył), szef komisji odparł, że "uchylał tylko te pytania Mularczyka, które były od rzeczy".

Zeznają tajnie

Podczas poprzedniego przesłuchania obaj prokuratorzy często powoływali się na obowiązującą ich tajemnicę służbową i zapowiedzieli, że o interesujących komisję szczegółach opowiedzą na tajnym posiedzeniu. Pęgal - były wiceszef stołecznej prokuratury okręgowej zapowiedział, że na posiedzeniu tajnej komisji odpowie na pytanie, czy doświadczył takich nacisków.

Pęgal był jednym z dziewięciorga prokuratorów, którzy w październiku ub. roku, tuż po wygranych przez PO wyborach, zrezygnowali z funkcji z uwagi na "utratę zaufania" do Janickiej - swej ówczesnej szefowej. Obecnie przeciwko niej toczy się prokuratorskie postępowanie dyscyplinarne. Janicka podała się do dymisji pod koniec października ubr. Rezygnację od razu przyjął ówczesny prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Samo ministerstwo sprawiedliwości podawało, że przyczyną dymisji był "konflikt z niektórymi podwładnymi Janickiej". Media wskazywały wtedy, że chodzi o sprawę b. ministra Tomasza Lipca, którego zatrzymanie Janicka kazała przenieść na później.

W trybie tajnym Pęgal ma też powiedzieć, czy słyszał, że Janicka zakazała mu dostępu do protokołu przesłuchania Lipca, mimo że on nadzorował to śledztwo i czy to był bezpośredni powód "utraty zaufania" Janickiej do niego.

Prok. Wasilewski ma zaś odpowiedzieć na zamkniętym posiedzeniu na pytanie, czy między Janicką a kimś z CBA odbyła się rozmowa telefoniczna o zatrzymaniu Lipca, w trakcie której Janicka miała spytać: "panie ministrze, czy mój minister o tym wie?". W trybie jawnym przyznał on, że ludzie z CBA często odwiedzali Janicką w prokuraturze.

Źródło : PAP

Rower Wassermanna i zimna woda u Pitery

Minister w Kancelarii Premiera Julia Pitera, fot. Leszek Szymański
PAP

Zbigniew Wassermann na koszt kancelarii premiera zamówił sobie… rower treningowy – powiedziała w "Piaskiem po oczach" w TVN24 Julia Pitera, sekretarz stanu w kancelarii premiera. - Co afera, to Pitera - wybuchnął śmiechem Zbigniew Wassermann poproszony przez dziennik.pl o komentarz.
Wassermann tłumaczy, że rower pożyczył od agentów BOR, bo leżał zakurzony w rządowych magazynach.

- Roweru nie kupiłem, bo był na stanie kancelarii. Leżał w magazynie, bo był remont siłowni BOR. Dlatego poprosiłem oficerów, by mi go pożyczyli - mówi dziennikowi.pl Wassermann. I dodaje, że ćwiczenia na rowerze zalecił mu lekarz w ramach rehabilitacji po operacji. Prowadzący program "Piaskiem po oczach" Konrad Piasecki pytał Julię Piterę o jej mieszkanie. - Mieszkanie mieszkaniu nierówne. W moim nie ma windy i ciepłej wody - powiedziała Pitera.

Pitera: nie mam służbowej komórki ani laptopa

Telefon mam prywatny, nie mam gabinetu politycznego ani laptopa - zapewniła sekretarz stanu w kancelarii premiera Julia Pitera, odpowiedzialna za walkę z korupcją.

Była to odpowiedź na zarzut PiS, że jej praca nie przynosi efektów, a generuje koszty.

W programie TVN24 "Piaskiem po oczach" Pitera mówiła, że jej sekretarka to stażystka opłacana przez urząd pracy. Koszty podróży samochodem służbowym Pitera obliczyła na 5830 zł miesięcznie, podczas gdy - dodała - jej poprzednicy z PiS wydawali na przejazdy średnio po ponad 10 tys. zł.

Według polityków PiS półroczna "bezproduktywna" praca Pitery odpowiedzialnej za walkę z korupcją mogła jak dotąd kosztować 144 tys. zł. Jak szacuje PiS, na tę sumę składają się wynagrodzenie Pitery (ok. 12 tys. zł), utrzymanie sekretariatu (ok. 6 tys. zł), koszty korzystania z samochodu służbowego (ok. 6 tys. zł).

- Wszystkie rachunki rządu będą w internecie w ciągu dwóch miesięcy – zapowiedziała Pitera. Zapowiedziała też, że projekt ustawy o jawności majątkowej będzie gotowy w ciągu dwóch miesięcy. Nowa ustawa antykorupcyjna ma uniemożliwić osobom pełniącym funkcje publiczne wykorzystanie posiadanej władzy do osiągania osobistych korzyści. Kto zatai informację wymaganą w oświadczeniu, ma podlegać odpowiedzialności karnej.

Pitera nie zgodziła się, że zarzuty z jej raportu dotyczyły drobiazgów. - Biadoląc nad korupcją i nadużyciami nie wyciągamy wniosków, skąd to się bierze - powiedziała. Według Pitery, ci, którzy uznali raport za jej kompromitację, "nie rozumieją, na czym polega standard". Uznała, że sama dyskusja nad raportem jest już korzystna.

Raport Pitery dotyczy wykorzystania kart kredytowych w administracji rządowej w latach 2006-2007, w tym płacenia służbowymi pieniędzmi za prywatne zakupy przez ministrów PiS, LPR i Samoobrony.

Zobacz Julię Piterę w programie Konrada Piaseckiego w Onet.tv

0 komentarze: